XXXIX. Wspierający
Odradzające się państwo polskie od pierwszych dni ponownego zaistnienia na mapie znalazło się w orbicie zainteresowań zwycięzców I wojny światowej. Najbardziej zaangażowanym z nich, i najbardziej przyjaznym była Francja, zainteresowana żywotnie uzyskaniem nowych sojuszników na wschód od Niemiec. Na jej terytorium i jej wysiłkiem finansowym powstawała właśnie Armia Polska. Co prawda przejęcie rządów przez Piłsudskiego, i jego suwerennościowe przekonania nie pozwoliły Francuzom przejąć kontroli w takim stopniu, jak to stało się w nowej Czechosłowacji (gdzie na czele armii stanął francuski generał), jednak potężne wsparcie logistyczne i szkoleniowe wymagało koordynatora na miejscu. Stała się nim Francuska Misja Wojskowa, której czołowka dotarła do Warszawy już 12 kwietnia 1919 roku. Jej szef, gen. Paul Henrys nie został, wbrew oczekiwaniom niektórych nie tylko francuskich polityków wojskowym gubernatorem Polski, ale dzięki własnemu rozsądkowi i zdolnościom stał się znakomitym pomocnikiem władz polskich w budowie naszej armii, a zasługi kierowanego przez niego zespołu w koordynacji wsparcia materialnego i szkoleniu polskich kadr były ogromne. W szczytowym okresie (1920) liczył on około 400 oficerów i specjalistów wojskowych.
Gen. Paul Henrys.
Następca gen. Henrysa, gen. Henri Niessel.
Francuzi okazywałi wszelką życzliwość, ale gdy doszło do konkretów, po wysłaniu do Paryża polskiej Wojskowej Misji Zakupów, okazało się że materialną stronę swojego wsparcia wyceniają bardzo wysoko. Ceny zaproponowane przez nich za uzbrojenie i sprzęt, nawet ten zdobyczny na Niemcach, były bardzo wysokie (gen. Romer, szef Misji, oceniał je na 250% w stosunku do innych ofert). Dłuższe negocjacje, które umożliwiło zaspokojenie pierwszych potrzeb z zakupów u Amerykanów, zdołały je znacząco obniżyć. Jedynie z nabyciem amunicji i broni strzeleckiej należało się spieszyć nie zważając na koszty. Dostawy z kłopotami szły okrężną drogą, przez Włochy, Austrię i Czechy, dopiero od połowy 1919 roku przez Niemcy i drogą morską Przez Gdańsk. Zakupy we Francji umożliwiły, wspomagając niewielkie zasoby własne organizującej się Polski, kredyty w wysokości 575 mln franków. Dostawy z Francji to m.in. około pół miliona karabinów, 3000 km, 2000 dział, 120 czołgów, 300 samolotów. Do tego ok. 250 mln naboi karabinowych i 300 tys, artyleryjskich. Mundury, oporządzenie, wyposażenie, kuchnie polowe, tabory, samochody, motocykle, materiał sanitarny.
Lotnisko w Toruniu, styczeń 1920.
Na tle odbudowywanego Mostu Poniatowskiego, 1920.
Bydgoszcz, 1920.
Kpt. Charles de Gaulle.
Płk Louis Faury, w 1920 doradca w sztabie 4 Armii, po wojnie wychowawca wielu roczników oficerów dyplomowanych w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie.
Por. Nardin, technik obsługi lotnictwa, Lwów-Lewandówka, czerwiec 1920. W tle świeżo dostarczony Breguet XIV.
Przejęcie Bydgoszczy, 29 stycznia 1920. Za gen. Dowbór-Muśnickim Francuz i Włoch.
Godzina później, płk Marquet przemawia do Bydgoszczan pod Ratuszem.
Strzelcy Alpejscy jako siły rozjemcze, Cieszyn, 10 sierpnia 1919. Obok ochotniczy oddział harcerski.
Czołg Renault 17FT na ulicach Katowic, sierpień 1920.Polska Misja Zakupów natychmiast zorientowała się, że po powracającej do domu US Army pozostały we Francji i Niemczech ogromne składy materiałowe, których nie opłacało się wieźć z powrotem przez ocean. Od nadwiązania kontaktów z gen. Blissem, głownym kwatremistrzem amerykańskich sił ekspedycyjnych, w okresie 1919/1920 zakupiliśmy po bardzo okazyjnych cenach setki tysięcy dobrej jakości mundurów, płaszczy, bielizny, pasów, plecaków, manierek, ładownic, chlebaków — słowem, całego niezbędnego żołnierzowi w polu szpeju, którego naszemu wojsku tak brakowało. Jak wspominał gen. Romer, cena nowego amerykańskiego kompletu mundurowego, którą wynegocjował, wynosiła połowę ceny proponowanej mu za używany komplet francuski. Używane wyposażenie było jeszcze tańsze. A wszystko to na kredyt w wysokości do 50 mln USD udzielony przez rząd USA natychmiast, na 5 lat z bardzo umiarkowanymi jak na te czasy odsetkami 5%. Do końca 1920 roku amerykańskie kredyty wojenne dla Polski wzrosły do 176 mln dolarów. Gen. Romer pisał: "Amerykanie, wolni od wszelkiej biurokracji pracowali nadwyczaj sprawnie, w kilka dni spisaliśmy wszelkie kontrakty, i już 10 kwietnia (12 dni po rozpoczęciu rozmów — uwaga moja) odeszły pierwsze pociągi z mundurami do kraju." Z broni wzięliśmy jedynie 2600 ckm-ów Colt wz. 1895/14 w wersji na nabój Mosina (7,62x54), przygotowanych dla Rosji, których nie dostarczono do zamawiającego w 1918 r. Amerykanie (poza bronią strzelecką) nie byli jeszcze znaczącymi producentami, sami kupowali sprzęt oraz licencje (artyleria, czołgi, samoloty) we Francji i Wielkiej Brytanii.
24 lutego 1919 roku Kongres USA powołał American Relief Administration, rządową organizację, której zadaniem było dostarczenie pomocy humanitarnej (głównie żywnościowej) do Europy po zakończeniu wojny. Jej budżet określono na 100 mln USD. W kolejnych latach był uzupełniany, a dzięki crowfundingowi, powiększony (wielokrotnie) o środki z darowizn prywatnych. Trzeba też pamiętać, że nie robiącą dziś specjalnego wrażenia kwotę 100 mln, należy odnieść do ówczesnej siły nabywczej dolara. Według szacunków, 1 dolar z 1919 odpowiada około 40 dzisiejszym.
W latach 1919 - 1923 ARA dostarczyła wielu milionów ton towarów (zboża, mleka, tłuszczów, odzieży, maszyn i urządzeń rolniczych, sprzętu technicznego) do 23 krajów, przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Belgii, Czechosłowacji, Niemiec, Austrii, Polski, także krajów bałtyckich, Armenii, Gruzji, Jugosławii, Węgier, Rumunii i Turcji, a od 1921 także do Rosji.
Do Polski skierowano około 20% całości tej bezpłatnej pomocy. Co więcej, w roku 1920 dyrektor agencji, Herbert Hoover (późniejszy prezydent) podjął decyzję o skierowaniu części pomocy dla Wojska Polskiego (żywność, samochody). Był to jedyny przypadek użycia środków ARA dla celów innych niż humanitarne, za co Hoover został mocno skrytykowany w amerykańskiej prasie.
Gen. Tasker H. Bliss
Odznaka pamiątkowa Ekspedycji.
Amerykańscy ochotnicy w WP - piloci z 7 Eskadry Myśliwskiej imienia Tadeusza Kościuszki, 1920.
Wielka Brytania, tradycyjnie ostrożna i w ramach odwiecznej polityki utrzymywania równowagi, profrancuskiej Polsce nieprzychylna, także starała się trzymać rękę na pulsie wysyłając do Warszawy własną misję wojskową. Jej działalność miała charakter wybitnie obserwcyjny, dopiero w 1920, gdy trwałość naszego państwa została potwierdzona, a wypadki wojenne w Rosji wykazały, że to Polska pozostanie główną siłą stabilizacyjną na wschód od Niemiec, stały się możliwe zakupy i niewielkie donacje brytyjskiego sprzętu wojennego. Uzyskaliśmy z tego źródła najpierw znaczną liczbę mundurów, następnie około 20 000 karabinów, 80 dział artyleryjskich i kilkadziesiąt samolotów (umowę wstępną podpisano na 100). Anglicy przeszkolili u siebie kilkunastu naszych lotników.
Gen. Louis Botha, pierwszy szef Misji Brytyjskiej w Warszawie.Pierwsza misja aliacka w Polce, Lwów, marzec 1919. W pierwszym rzędzie Stanisław Wańkowicz, Robert Howard Lord (USA), gen. Joseph Barthélemy (Francja), gen. Tadeurs Rozwadowski, płk Adrian Carton de Wiart (Wielka Brytania), mjr Giuseppe Stabile (Włochy).
Włochy, zajmujące w wielkiej polityce stanowisko koordynowane z Wielka Brytanią, w latach 1919/20 zajmowały wobec nas postawę ostrożną i raczej nechętną. Niemniej jednak umożliwiły w 1918 roku rekrutację na swoim terenie jeńców z armii austriackiej do Armii Polskiej we Francji, udostępniły w ograniczonym zakresie swoje koleje dla transportu broni i materiału wojennego w kierunku na Wiedeń, oraz sprzedawały nam mundury, broń strzelecką ze zdobyczy na Austriakach, działa artyleryjskie (75mm, 149 mm i 210 mm) oraz samoloty myśliwskie Ansaldo Balilla.
Gen. Giovanni Longhena Romei, szef przedstawicielstwa włoskiego w Misji Alianckiej.Cesare Giulio Montagna, dyplomata, przekonywał w 1919 roku władze w Rzymie o trwałości państwa polskiego i zachęcał do sprzedaży Polsce broni.Przyjazne, stuprocentowo handlowe stanowisko zajęły wobec Polski władze Republiki Austrii Niemieckiej. Wiedeń w 1919 roku stał się jednym z największych rynków broni i wyposażenia wojskowego, pozostałego w magazynach po armii jednego z europejskich mocarstw, obecnie niewielkiemu państwu sukcesyjnemu zupełnie zbędnych. Toteż zwłaszcza używanego towaru pozbywano się chętnie i tanio, z czego korzystali skwapliwie polscy przedstawiciele. Kupowaliśmy mundury, wyposażenie, amunicję, broń strzelecką, niewielkie ilości dział, samochody, składy pociągów, reflektory przeciwlotnicze z elektrowniami polowymi. Płacąc przede wszystkim żywnością i węglem.
Tradycyjnie dobre, zw wyjątkiem krótkiego epizodu rządów komunistycznych były stosunki polsko-węgierskie. Już na początku 1919 roku Węgry zaczęły wspierać powstającą Polskę, nie obawiajć się naruszenia warunków rozejmu które nakazywały im trzymanie po-austro-węgierskiegouzbrojenia w składach. W piewszych dniach stycznia wysłano do Polski pierwsze transporty amunicji z magazynów w Koszycach. 15 stycznia 1919 dotarła do Budapesztu polska misja rządowa, której udało się zakupić 10 tysięcy karabinów Mauser z pozostawionych na Węgrzech składów niemieckiej armii operującej na Bałkanach, oraz 20 mln sztuk amunicji Mauser i Mannlicher, a także kilka tysięcy granatów ręcznych. W zamian na południe pojechał polski węgiel z Zagłębia Dąbrowskiego, w ówczesnych warunkach niezwykle cenny towar.
Inny, i tym razem zupełnie niehandlowy charakter miała pomoc amunicyjna, udzielona nam latem 1920 roku. Wobec informacji o dramatycznych brakach amunicji w WP i blokadzie transportu wokół naszego kraju, Minister Wojny Węgier gen. István Sréter 8 lipca 1920 r. nakazał przekazać Polsce całość rezerw amunicji armii węgierskiej. Jednocześnie wydał polecenie przemysłowi zbrojeniowemu, by przez dwa tygodnie skoncentrował się wyłącznie na produkcji amunicji dla Polski.
Plan ten zatwierdził premier Pál Teleki. W lipcu 1920 roku, obejmując urząd, mówił w parlamencie: "Oto widzimy naród polski, który przez wieki był nam bratnim narodem w walkach ze Wschodem, a który i dziś tak samo bohatersko toczy tę walkę, jak po wielekroć w przeszłości bohatersko stawiał czoła przeważającym siłom wrogów. My z naszej strony możemy tylko żałować, że w tej chwili nie jesteśmy w stanie pospieszyć mu z pomocą. Ale i my, ile tylko mamy dziś sił i znaczenia w Europie, z całą mocą żądamy, aby Europa wsparła Polskę – w interesie Polaków, nas samych i własnym interesie Europy. Przez stulecia byliśmy chorążymi Europy i chrześcijaństwa. W zmaganiach tych będziemy Polakom wiernymi towarzyszami i również dziś uczynimy wszystko, aby uważano tak na Zachodzie, my zaś udzielimy im wszelkiej możliwej pomocy”.
Węgrzy oddali nam własne zapasy i zmobilizowali przemysł zbrojeniowy, by jak najszybciej zaopatrzyć WP. Transporty wyruszyły z Budapesztu pod koniec lipca 1920, okrężną trasą przez Rumunię (Czechosłowacja odmówiła tranzytu). Polacy musieli tylko dostarczyć węgiel dla lokomotyw i dla fabryk amunicji. Do 12 siepnia otrzymaliśmy z tego źródła 22 miliony naboi karabinowych.
Propozycja wysłania do Polski wojsk węgierskich została, wobec sprzeciwu Czechosłowacji i Wielkiej Brytanii nie zrealizowana.
W całym okresie 1919-1920 Węgry dostarczyły nam ok. 100 mln naboi do broni strzeleckiej, 50 tys. pocisków artyleryjskich, znaczne ilości zapalników artyleryjskich, granatów ręcznych, 20 tys. karabinów, sporo części zamiennych dla artylerii, kilkaset kuchni i piekarni polowych.
Regent Miklós Horthy oraz generał porucznik Károly Soós, szef Sztabu Generalnego Armii Narodowej w 1919 roku. Transport z węgierską amunicją na stacji w Skierniewicach w sierpniu 1920 roku.
Komentarze
Prześlij komentarz